WEGAŃSKIE OPOWIEŚCI Z CAŁEGO ŚWIATA: HOLANDIA

weganizm w Holandii

Jak to jest być weganką w Holandii? Co jedzą holenderscy weganie? I jak niewegańscy Holendrzy reagują na weganizm? Odpowiedzi na te (i inne też!) pytania znajdziecie w poniższym wywiadzie, więc do lektury marsz!

Cykl „wegańskie opowieści z całego świata” to seria wywiadów z weganami z różnych zakątków  świata, gdzie drążę temat, jak się roślinożercom żyje w danym kraju, czy im tam łatwo, czy właśnie nie za bardzo. Jak dotąd pojawiły się już wpisy na temat  weganizmu w Japonii, Wielkiej Brytanii i Szwecji, a dziś bierzemy się za bary z Holandią!

Jagoda, która udzieliła mi wywiadu, ma 21 lat, od ośmiu jest wegetarianką, a od pół roku próbuje swoich sił na weganizmie.  Do weganka w HolandiiHolandii od 9 lat przyjeżdżała na wakacje, do rodziny. Obecnie mieszka od jakiegoś czasu w Den Haag’u, gdzie pracuje. Poza gotowaniem, uwielbia książki, śnieg, kapryśne koty, no i – jak na mieszkankę Holandii przystało – rower!

Jak to jest być weganką w Holandii?

Najprościej na świecie! Tak serio to dopiero tutaj próbuję weganizmu. Moim zdaniem jest o wiele łatwiej niż w Polsce. Choć zdarza mi się jeszcze zjeść nabiał, jestem na dobrej drodze… :)

Jak ludzie w Holandii podchodzą do wegan i idei weganizmu? Panuje tolerancja, nikt nikomu do talerza nie zagląda czy raczej ludzie uważają to za totalne dziwactwo?

W Holandii ogólnie panuje duża tolerancja (różnice kulturowe, wielonarodowość), często ludzie są ciekawi dlaczego jestem weganka (wcześniej wegetarianką) pytają, ale nie negują tego, co mówię. Gdy częstuje ich swoimi potrawami bardzo często chcą przepisy. Weganie to nie jedyna grupa, która odżywia się inaczej w Holandii, np. ludzie wyznania muzułmańskiego nie jedzą wieprzowiny, większość ludzi to rozumie i nie częstują ich na siłę wieprzowiną (co zdarzało się mi gdy byłam w Polsce), ale to jako taka ciekawostka ;)

Jak jest z dostępnością wegańskich produktów w Holandii? Trudno czy łatwo? Trzeba kombinować i jechać na drugi koniec miasta za parówką sojową czy w co drugim sklepie można takie produkty kupić? I czy są dostępne jakieś typowo wegańskie produkty, których w Polsce raczej nie można dostać lub jest to trudne?

Ja nie narzekam na dostępność wege/wegan produktów w Nl. Kilka metrów od domu mam słynny tutaj market ‚Albert Heij’ jest tam wszystko czego potrzebuję. Gdy nie mam czasu, wpadam do Alberta i chwytam gotową sałatkę z kus-kusem i tofu. Cała gama produktów Alpro (jogurty od naturalnych po owocowe, mleka, śmietanki). Z gotowców jest pełno wegan ‚steków’, parówek, kotletów, burgerów, szynek, serów.. Nie ma na co narzekać! Świeże owoce i warzywa kupuję za rogiem w tureckim sklepie. Jak mam czas wybieram się na większe zakupy na bazar. Raj dla wegan! Różnorodność owoców i warzyw czasami przytłacza! Ceny są bardzo przystępne. Gdy tęsknię za jakimś polskim produktem, kiszonymi ogórkami czy kapustą, 3 ulice dalej mam polski sklep gdzie zawsze je dostanę. Co do dostępności, ja w swoim mieście w Polsce miałam często problem z kupieniem śmietanki sojowej, sera do pizzy, nasion chia, spiruliny i tym podobnych produktów. Tutaj po prostu jadę do centrum i to kupuje, nie muszę zamawiać przez internet.

A jak z cenami produktów stricte wegańskich (tofu, parówek, mlek roślinnych itp.) – w porównaniu do zarobków i ogólnych kosztów życia są tanie czy drogie? I jak wypadają w porównaniu z cenami podobnych produktów w Polsce?

Ceny nie są powalające. Są oczywiście droższe od tradycyjnych produktów. Np. jogurt Alpro 500g około 1.90 euro, mleko sojowe ok. 1.90 e, alpro deser waniliowy 500ml 1e. masło alpro 1e, tofu okolo 3 euro za 500g (zależy czy bio czy nie), gotowce wahają się w granicach od 3 do 6 euro. Gdyby porównać je do cen w Polsce… Zarabiając tutaj powiedzmy 1000 euro i płacąc za sojowe mleko 2euro, zarabiając w Polsce 1000 zł i płacąc za mleko sojowe około 10 zł, idzie odczuć różnicę. Nie wiem, czy czytelnicy się ze mną zgodzą, ale ja nigdy nie przeliczam euro na zł, gdy mieszkam, zarabiam i wydaję pieniądze za granicą.

Miałaś w Holandii jakieś zabawne przejścia związane z twoim weganizmem? Masz jakieś anegdotki?

Sytuacja: gdy byłam w restauracji i poprosiłam o sałatkę wegańską, pan przynosi mi sałatkę z pomidorem , kukurydzą, fasolą itd. oraz… z jajkiem. Mówię temu panu, że jajko nie jest wegańskie, a on bardzo zaskoczony mówi „napraaawdęęę?! Jajka nie są wegańskie?”. Odszedł ze smutną miną mówiąc do siebie „dziwne, bardzo dziwne”. Myślałam, że sobie żartuje, ale do końca miał poważna minę…

Czy masz do jeszcze do dodania na temat weganizmu w Holandii?

Chciałam tylko dodać że uwielbiam Nederlandy za różnorodność dosłownie wszystkiego. Ale najbardziej przypraw i potraw z całego świata! Dużo tutaj spróbowałam i moja skromna kuchnia wzbogaciła się o wieeele ciekawych przypraw, sosów, kasz, ryżów… Może przedstawiłam ten kraj zbyt idealnie, ale to tylko moje odczucia w kwestii wegańskiego i wegetariańskiego żywienia tutaj.

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów! A jeśli jesteś roślinożercą mieszkającym poza granicami Polski i chciał(a)byś opowiedzieć mi co nieco na ten temat, daj znać!

  • Kasia Skrzypek

    Własnie w Holandii udało mi się przejść na wegetarianizm, by mój organizm nie doznał „szoku”. Tam zamienniki są dostępne od ręki, w każdym supermarkecie. Ponad to każdy z nich ma swoja linię wegetariańsko-wegańskich produktów. Stopniowo przechodząc z mięsa na te zamienniki, bez najmniejszych problemów przestawiłam swój organizm, który i tak nigdy za mięsem nie przepadał, a wręcz szkodziło mu. Po powrocie z Holandii było mi już łatwo funkcjonować w Polsce jako Wege i nawet nie potrzebuję tych zamienników typu kotlety sojowe, parówki, serów nawet nigdy nie próbowałam. Czasami mnie najdzie na parówę sojową, ale to są sporadyczne przypadki. Wtedy muszę je dosłownie zdobywać za krocie. Jednak w małej mieścinie, w której na co dzień mieszkam smuci mnie bardzo kiepska dostępność rozmaitych warzyw, a właściwie ich brak. Tam w każdym supermarkecie, a w Heijnie i Jumbo przede wszystkim są warzywa jakie tylko można sobie wyśnić jako produkt standardowy, dostępny od ręki. Teraz już tylko sięgnę od czasu do czasu po twarożek kozi lub serek wiejski, ale to sporadyczne przypadki. Coraz więcej we mnie weganki niż wegetarianki, co cieszy i poprawia nie tylko samopoczucie psychiczne, ale i fizyczne.
    Nie mniej jednak Holandia jest bardzo przyjaźnie nastawiona na wegan i to jest jej największy plus jak dla mnie, bo wad ma również sporo, ale to zupełnie inne tematy.

  • kokos

    „w Den Haag’u” – w Hadze, ew. w Den Haag (to wygląda jak napisanie „w New York’u” albo „w Chicago’u”.
    Supermarket nazywa się Albert Heijn

    To nie są rzeczy, których się nie da wygooglować. Jeśli nie chcesz tego sprawdzić z szacunku do czytelnika – zrób to dla siebie. Skoro pracujesz jako copywriter, pewnie fajnie byłoby mieć bloga bez błędów.