MIŁOŚĆ NIE WYSTARCZY

miłość przezwycięży wszystko?

To nieprawda, że miłość przezwycięży wszystko. Jeśli tak uważasz, zapewne obejrzałaś o jedną komedię romantyczną za dużo. By stworzyć udany związek potrzeba o wiele więcej. Sama miłość nie wystarczy.

Miłość (w tym tekście mowa jest o odwzajemnionym uczuciu) to tak naprawdę dopiero początek. Od tego się wszystko zaczyna i czasem, niestety, na tym potrafi się bardzo szybko skończyć. Bo miłość wcale nie dodaje nam super-mocy, która sprawi, że będziemy w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu. Cóż, przykra sprawa, ale bardzo często wygląda to tak, że samych siebie nie potrafimy pokonać dla tej drugiej osoby. Jak masz sprostać wszelkim przeciwnościom losu, jeżeli nie potrafisz nawet walczyć z własnym egoizmem, z własnymi przyzwyczajeniami, kaprysami, fochami?

Jeżeli czegoś się w trakcie niemal siedmioletniego stażu bycia w związkach nauczyłam, to tego, jak nieoceniona jest sztuka chodzenia na kompromis. Niestety (dla niektórych), początkowa faza motylków w brzuchu i spotykania się w każdej wolnej chwili, poświęcając nawet swoje przyjaźnie i hobby, szybko mija. Osobiście uważam, że to dobrze, ponieważ związki a la dwugłowy potwór to nic zdrowego – człowiek potrzebuje chwili oddechu nawet od ukochanej osoby. Jednak dla niektórych może okazać się sporym szokiem. Jak to – on nie ma dla mnie czasu, bo woli iść na trening? Woli jakiś cholerny trening ode mnie? Takie podejście (co tu kryć, zwykle, mam wrażenie, w kobiecym wydaniu) potrafi szybko sprowadzić relację do parteru i sążnie ją poturbować. Z takich właśnie, mogłoby się wydawać, pierdół, rodzą się poważne konflikty, i nagle na miejscu motylków w brzuchu pojawia się wkurw w głowie. A wystarczy przecież porozmawiać, wystarczy ustalić reguły gry, które odpowiadają obojgu kochającym się ludziom. Gdy w relacji do głosu dochodzi szara rzeczywistość, trzeba po prostu nauczyć się ze sobą dogadywać na wspólnie ustalonych zasadach, co często okazuje się zbyt trudne przynajmniej dla jednej ze stron. A przecież każdy człowiek jest inny, wszyscy różnimy się od siebie, czy tego chcemy czy nie, i warto to sobie od razu uświadomić zamiast starać się na siłę dostosowywać do partnera czy też jego usiłować dostosowywać pod siebie.

Jeśli jesteśmy już przy dostosowywaniu się do siebie nawzajem, w udanym związku empatia powinna być w pakiecie startowym. Uświadom to sobie sobie, że twój ukochany czy twoja ukochana nie zawsze będzie dla Ciebie mieć czas czy choćby… cierpliwość. Bywa. Partner jest przecież człowiekiem, tak jak i Ty, i nic dziwnego nie ma w tym, że ma własne zobowiązania (praca, szkoła), własnych przyjaciół, którzy być może nie odpowiadają Tobie albo Ty im (i nie ma się o co złościć), i własne zainteresowania, z których nie wszystkie musi chcieć z Tobą dzielić (wcale nie dlatego, że Cię nie kocha!). Może mieć też swoje humory, może go ogarnąć zmęczenie, przez co będzie bardzo drażliwy… Zdarza się. Trzeba to zrozumieć, trzeba umieć się wczuć w sytuację drugiej osoby, zwłaszcza, gdy jest to ktoś, kogo kochasz. Ty zresztą też masz prawo do planowania sobie czasu na swój własny sposób, wcale nie musisz każdej wolnej chwili poświęcać partnerowi. Klucz to odpowiednia organizacja czasu, tak, by żadna ze sfer twojego życia nie ucierpiała – ani praca, hobby ani przyjaciele ani partner. Może się to okazać trudne, doskonale sobie z tego zdaję sprawę, zresztą z tego właśnie powodu sama jestem singielką (ale szczęśliwą!), ale wiem, że gdy dwoje ludzi się kocha i naprawdę się stara (patrz: akapit o kompromisach), to jest to zrobienia.

Na sam koniec jeszcze jedna niezwykle istotna rzecz. Może nawet najważniejsza w całym tym tekście… Aby stworzyć naprawdę udany związek, nie wystarczy tylko kochać drugiej osoby. Paradoksalnie, najpierw trzeba umieć kochać siebie. Jeśli doceniasz i szanujesz siebie, a więc najważniejszą w swoim życiu osobę, i umiesz się ze sobą „dogadać”, umiesz sobie odpuścić i wybaczyć różne głupoty, ale także cisnąć siebie, gdy wymaga tego sytuacja, to w związku prawdopodobnie podobną miłością będziesz darzyć drugą osobę. Będziesz wiedzieć, jak ją traktować, bo masz już doświadczenie ze sobą. I nie tylko będziesz umieć się dla niej poświęcić czy odpuścić, lecz również będziesz wiedzieć, kiedy jednak postawić na swoim. Z pewnością kochając i siebie i partnera, znajdziesz równowagę, złoty środek, by stworzyć udany związek, bo nie przedobrzysz w żadną stronę – ani nie będziesz twardo stawiać na swoim, jak dziecko tupiąc nóżką i trąc piąstkami zapłakane oczy krzycząc „jak mnie kochasz, to zrobisz tak, jak ja chcę!”, ani też nie zrobisz z siebie męczennika gotowego na wszelkie ustępstwa i lecącego na każde skinienie partnera, kompletnie bez krzty szacunku do siebie.

[źródło tytułowego zdjęcia]

*

Podobało się? W takim razie polub mnie na fejsbuku i zaobserwuj na bloglovin, aby nie przegapić kolejnych wpisów!